Kacopedia

Kac to jedna z tych rzeczy, która łączy wszystkich Polaków. W bólu. Najczęstsza przyczyna
zrytych poranków, nemezis najostrzejszych imprezowiczów oraz zagadkowy
efekt uboczny pożyczania radości z dnia kolejnego. Aż do teraz. Na Wasze skacowane ręce
składam kacowe vademecum, stworzone wspólnymi siłami przez najlepiej zorientowanych
w temacie, ze mną na czele. Bierzcie i korzystajcie z tego. Wszyscy!

Spis treści

Zaczynamy od rozpoznania tematu, bo o kacu - choć na to nie zasługuje - należy powiedzieć coś więcej, niż stwierdzić tylko, że jest niepotrzebną nikomu mendą karzącą niewinnych za dobre melo.

Kac (odgapiliśmy od Niemców. U nich nazywa się Katzenjammer) to zestaw przykrych dolegliwości pojawiających się po pewnym czasie od spożycia nadmiernej ilości alkoholu. Dokładna wartość, po przekroczeniu której diametralnie wzrasta ryzyko doświadczenia kaca, zależy od indywidualnych uwarunkowań organizmu konkretnego człowieka. Nie liczcie na to, że kiedykolwiek uda Wam się to precyzyjnie ustalić. Jak już powiedziałem, kac to przebiegła menda. Ale możecie próbować. Z resztą i tak już to robicie w każdy weekend.

Rozpoznanie kaca jest bardzo proste: jeśli budząc się po imprezie od razu żałujesz, że to zrobiłeś
- kac morderca jest już na posterunku. A razem z nim same przyjemności!

  1. Ból głowy tak tępy i uporczywy, że chętnie zagrałbyś
    Neda Starka w remake'u Gry o Tron.
  2. Nadwrażliwość na światło i hałas. Słońce nigdy nie
    świeciło tak głośno.
  3. Pragnienie zmuszające do wypicia wody z kwiatków (już wiesz jak robili ogórkową na szkolnej stołówce) zanim uda Ci się doczołgać do najbliższego kranu lub zgrzewki Tigera.
  4. Nudności i brak łaknienia. Żołądek ma focha, a Ty z kolei
    wrażenie, że odda z nawiązką wszystko, co do niego wrzucisz.
  5. Biegunka. Hehehe... Współczuję.
  6. Kac kupa, czyli zazwyczaj odwrotność biegunki.
    Po prostu wyrzuć to z siebie.
  7. Uczucie rozbicia, apatia, weltschmerz, chandra,
    deprecha. W nocy wykorzystałeś już cały dzienny przydział
    optymizmu. Deal with it.
  8. Bezsenność, problemy z koncentracją, osłabienie, dreszcze, zaburzenie funkcji motorycznych, potliwość, rozdrażnienie.
    Drobnostki, ale wqrwiają.

Krótko mówiąc: nadwrażliwość na życie.

Jak to się dzieje, że coś tak zacnego, jak alkohol przeistacza się w taki syf, jak kac?

  • - w wątrobie
  • Jedną z przyczyn jest reaktywność aldehydu octowego. Jasne, nie? No dobra - ten aldehyd to to, co powstaje z alkoholu, gdy już rozłożą go enzymy w wątrobie. Blokada enzymu, który go usuwa gwałtownie zwiększa objawy kaca. Nie trzeba być Sherlockiem, żeby zauważyć tu pewien związek.

  • - w żołądku
  • Za żołądkowe przypadłości związane z kacem odpowiedzialny jest z kolei kwas octowy, powstający razem z aldehydem. Nieszczęścia chodzą parami, a Ty chodzisz do kibla.

  • - wszędzie indziej
  • Kolejna sprawą, na którą możemy zrzucić winę za postalkoholowe sponiewieranie, jest odwodnienie organizmu, a zwłaszcza mózgu. Groźne nawet, jeśli rzadko go używasz. Mechanizm odwodnienia polega na zdolności etanolu do inhibicji działania antydiuretycznego hormonu wazopresyny (serio, są takie słowa!), a tym samym zwiększeniu wydalania wody z organizmu wraz z moczem. Pijesz, sikasz, rano zdychasz.

Za współautorów kaca uważa się także spadek glukozy, niedobór witamin oraz niewielkie ilości metanolu zawarte w alkoholu. To dlatego lepiej jest walić czystą wódę - alkohol ratyfikowany. I mieć pod ręką Restarta.

Naukowe podstawy załatwione. Przyczyny, jak i efekty rozpoznane, i opisane. Zajebiście. Teraz czas na to, co najważniejsze - oto sposoby na rozprawienie się z kacem.

Budzisz się po ostrej bibie. Wlewasz w siebie pierwszy płyn, jaki się nawinie. Wtedy orientujesz się, że ktoś chyba wczoraj wyciągnął z Ciebie żołądek i pozamiatał nim chodnik wokół budki z kebabami. Już wiesz, że lekko nie będzie.

Trzeba wrzucić coś na ruszt. Oszamanie czegoś dobrego, nawet jeśli zupełnie nie masz ochoty na jedzenie, to pierwszy i esencjonalny etap w zwalczaniu kaca. Za epicki wieczór zapłaciłeś nagromadzeniem się w organizmie toksyn, niedoborem glukozy i witamin. Wprowadzanie układu pokarmowego ponownie w ruch to jedyne wyjście. No i zabijesz posmak kapcia w ustach. Same plusy!

Dlatego pierwsze, co robisz, to sięgasz po Tiger Restart. Witamina C, elektrolity, ładunek energii niezbędny do ruszenia dupy z łóżka.

Jeśli jakimś cudem udało Ci się zwlec z łóżka przed południem, oznacza to porę śniadaniową. Gratuluję! W tym przypadku, żeby poradzić sobie z kacem, trzeba mieć jaja, które zawierają aminokwasy oraz cysteinę, która przyspiesza metabolizm i pomoże Ci stanąć na nogach.

Opcje są dwie. Po pierwsze klasyczna jajecznica: na masełku, z dodatkami, tak jak lubisz. Solidna dawka kalorii i wszystkie magiczne zdolności jajek - w końcu można żyć!

Drugie wyjście, nieco bardziej wymyślne i idealne w przypadku, kiedy mieszanie jajecznicy wychodzi poza Twoje zdolności motoryczne, to omlet. Ładnie toto wygląda, doskonałe na słodko (owoce, miody - uzupełniamy glukozę!), no i dalej jest jajkami.

Do śniadania mistrzów można sobie strzelić warzywny soczek, który uzupełni poziom mikroelementów i odkwasi Twój wywrócony na lewą stronę żołądek.

  • Mięsne kawałki

    Każdy facet wie, że zarówno przed, jak i po bibie nie można się obejść bez soczystego kawałka mięcha. Białko rulez! No i jak smakuje. Będąc na kacu nie przesadzaj jednak z tłustością - Twój żołądek nie jest teraz w najlepszej formie.

  • Kacowy rozpiedrol od mamy

    Teraz czas na to, czego kac nienawidzi najbardziej. Oto prawdziwa petarda, antykacowa brygada do zadań specjalnych.
    Obiad od mamy lub babci. Mamy tu mięsne białko, są wspaniale pełne potasu ziemniaczki, świeże warzywka i rodzicielska miłość. No popłakałby się człowiek z tej całej sielanki, gdyby nie był tak zajęty szamą.

  • Traktat o rosole i pochodnych

    Klasyk niedzielnych spotkań w rodzinnym gronie. Nigdy nie zawodzi, rozgniata kaca niczym stopy przypadkowych ludzi Twojego nowego smartfona na klubowym parkiecie. ROSÓŁ. Nic tak nie uzupełnia niedoboru sodu i potasu. Nic nie jest tak idealnie tłuste, smaczne i rozgrzewające. Nic nie pomaga na kaca lepiej. Równać z nim może się tylko Restart, ale to o tej porze dnia powinieneś mieć już za sobą.

    Alternatywą dla domowego rosołku jest chińska zupka. Nie skopie kaca tak, jak oryginał. Ale skopie.

  • Na totalne zrycie

    Jesteś tak zryty, że jedyne wykonalne dla Ciebie zadanie to zamówienie pizzy czy burgera? Też dobrze. Mamy tu zarówno mocny smak sera, trochę białka z mięsa i zbawienne pomidory. Git.

  • Przekąski

    Niezastąpione w leczeniu kaca są również rozmaite przekąski. Kefir oraz kiszone ogórki lub kapusta to źródło kwasu mlekowego. Doceń zwykłego ogóra, a Twój żołądek doceni Ciebie i przestanie próbować wyleźć na wolność przez gardło.

    Pamiętając o uzupełnianiu glukozy, nie żałuj sobie słodkości. Czekoladą dodatkowo uzupełnisz nadwyrężony poziom magnezu. No i umówmy się - komu humoru nie poprawi pochłonięcie pączka. Albo pięciu.

  • Tajny trik

    Uwaga! Po przyrządzeniu antykacowego dania, nie zapomnij go sfocić i z odpowiednim filtrem wrzucić na Insta. Nie zostało to jeszcze udowodnione naukowo, ale podobno solidna dawka foodpornu i łechcące ego lajki od znajomych łagodzą dolegliwości towarzyszące kacowi. Poza tym - jak z większą klasą udowodnić światu, że jest się królem melanżu, niż wstawiając z rana żarcie piękniejsze niż własne odbicie w lustrze, z hasztagiem #skacowany?

A czego absolutnie NIE wrzucać w siebie na kacu?

Kawy

odwodni Cię jeszcze bardziej, a kac morderca zamieni się w coś, czego nazwy nawet nie znasz.

Soku z grejpfruta

spowalnia metabolizm, kac hula po Twoim ciele dłużej.

Klina

chyba, że bardzo zależy Ci na oddaleniu kaca w czasie. Ale on i tak przyjdzie. A jak już się pojawi, pożałujesz, że nie załatwiłeś sprawy zanim rodzina ojebaua cały rosół.
Jeśli jednak ruszasz w dalsze melo i skitrałeś słoik tłustej zupki pod łóżkiem... Skitraj jeszcze Restarta i ruszaj w miasto.

Żołądek wypełniony i zajął się już wypędzaniem toksyn? Jeden problem z głowy, ale jeszcze parę godzin kacowania przed Tobą. Najlepiej zająć się czymś o poziomie skomplikowania dostosowanym do Twojego upośledzenia koncentracji.

Na kacu jest się wrażliwym dosłownie na wszystko. Jednym z najbardziej torturujących bodźców potrafią być dźwięki. Każda fala drażniąca bębenek skacowanego jest jak zgrzytanie tysięcy paznokci o tablicę. Wzdrygasz się na samo wyobrażenie? No właśnie.

Pierwszym sposobem jest całkowite wygłuszenie otoczenia. Tykające zegarki, rozgadane rybki w akwarium, wibrujący telefon - za okno. Gorzej ma się sprawa z dźwiękami, których źródła nie możesz ot tak wyeliminować. No chyba, że gderająca sąsiadka też się zmieści w oknie. Pozostaje więc napchanie sobie do uszu waty, zakrycie łba poduszką i pomodlenie się o to, by świat pozostał w bezruchu choćby na 5 minut.

Nastaje cisza. Zapadasz się w błogą, bezdźwięczną otchłań, odrywasz się od skacowanego truchła, jakim jest teraz Twój organizm. Osiągasz stan zbliżony do szczęścia... Nagle w kuchni zaczyna wyć czajnik, rozlega się wredne szuranie kapci sąsiada z bloku obok. Mógłbyś przysiąc, że za oknem masz Niagarę, nie szczającego jamnika. Tyle z Twojej medytacji.

Dlatego, zamiast pokornie odbierać te potworne szmery - weź sprawy w swoje ręce i spróbuj zadbać o to, by dochodzące do Ciebie dźwięki były choć trochę przyjemne. Audiofoniczny detoks zacznij delikatnie - zaserwuj sobie kojące dźwięki natury.

Szum fal, górski strumień, las deszczowy, prysznic, odkurzacz... serio, niektórym pomaga.

Jednym z najprzyjemniejszych dźwięków, jakie mogą zakłócić ciszę jest dźwięk otwieranej puszki Tigera. Taki odgłos wydaje nadzieja. A puszka Restarta jest zielona. Przypadek? Nie sądzę.

Pozostając w temacie tygrysów. Warto zaopatrzyć się we własną wersję (może być mini), jakimś sposobem zmusić do pozostania w pobliżu oraz zachęcić do wydawania dźwięków:

  • Liczy się piedrolnięcie

    Jeśli jednak tak subtelne plumkanie i murczenie w tle bardziej Cię wkurza, niż stawia na nogi, sięgnąć należy po prawdziwą muzę. Tłuste bity, niezłe piedrolnięcie, hity, przy których bawiłeś się uprzedniego wieczoru. Szlagiery polskie, szlagiery niepolskie. Jedno jest pewne - jeśli już decydujesz się na ten krok, musi być ogień!

    Osobom kacowo doświadczonym poleca się przygotowanie zawczasu specjalnej składanki, przy której nawet trup wpadłby w taneczne drgawki. Wtedy jest szansa, że chociaż nóżką potupiesz, a to już jakaś forma życia.

  • Tiger poleca, czyli składanka na kaca

    Nie posiadasz takiej zacnej składanki, a kac jest coraz bliższy poskładania Cię na dobre? Niech będzie - podrzucam moją listę. Złożona przez ekspertów z całej Polski, mistrzów w walce z kacem, światowej sławy akustyków, wirtuozów zacnej biby i ministerstwo kultury. Tylko starannie wyselekcjonowane nagrania:

Z pewnego nie dość jednoznacznie przebadanego powodu kac całkiem sprawnie znika przy muzie zapuszczanej z gramofonu i innych retro sprzętów. Jednym z flagowych argumentów używanych przez zwolenników tej tezy jest fakt, iż znaczna liczba przedstawicieli pokoleń wiekowo zaawansowanych nadal żyje. A to znaczy, że żaden kac ich ostatecznie nie pokonał. Stay true!

Kiedy zawiedzie wszystko inne, możesz spróbować zaśpiewać sobie sam. Legenda głosi, że odrobina kaca przejdzie na każdego, kto usłyszy Twój zachrypnięty wokal. Sobie za bardzo nie pomożesz, ale chociaż inni przestaną się tak durnowato cieszyć.

Nie, nie masz tej mocy. Wypij Restarta i wylecz się z kaca, to może będziesz mieć.

Ciekawą formą stawiania oporu wrogowi jest słuchanie muzyki na żywo, o ile jesteś w stanie gdziekolwiek się przemieścić. Kiedy wśród ludzi zaczniesz udawać, że jednak żyjesz, żeby nie dzwonili po dowolne służby, może nawet sam w to uwierzysz. Siła autosugestii.

Kiedy osobnika zarażonego kacem stać już na używanie więcej niż jednego zmysłu, można rozważyć inne, bardziej wymagające sposoby walki z chorobą.

Co oglądać, czyli najlepsze filmy na kaca.

Kac, jak wynika z badań, jest jednostką chorobową wykazującą znaczną odporność na działania zwalczające i opuszcza zaatakowane jednostki stopniowo. Oznacza to mniej więcej tyle, że nawet po wlaniu w siebie kubika rosołu będziesz musiał jeszcze swoje przecierpieć.

W żadnym wypadku nie siedź bezczynnie! Kac podlany nudą wydłuża minutę do nieskończoności. Nie odliczaj czasu w rytm łupania w Twojej głowie. To oczywiste, że dotknięty kacem organizm nie jest w stanie wykrzesać z siebie zbyt wiele, jest jednak zdolny do poddania się tzw. pożeraczom czasu. Krótko mówiąc, zacznij coś oglądać, a po jakimś czasie ockniesz się z videohipnozy i zauważysz, że jest lepiej.

Opcja najmniej wymagająca to oglądanie własnych powiek. Jeśli naprawdę kochasz tę część ciała albo wydziarałeś sobie na niej komiksy, to opcja dla Ciebie. Może nawet na chwilę zaśniesz, a to już w ogóle wspaniała sprawa. Zabieg ten polecany jest przez specjalistów z Instytutu Restartu. Często testują tę metodę w godzinach pracy.

Hołdując podstawowym zasadom rozumowania dedukcyjnego, jeśli jest kac, musiała być też zakrapiana impreza. Po takich zwykle niewiele się pamięta. Pamiętać za to może Twój telefon. Metoda polecana osobom odważnym lub o najniższym możliwym poziomie reputacji. Kompromitujące filmiki, zdjęcia nalanych facjat, smsy, których w życiu byś nie napisał. Wszystko tam jest i czeka na odkrycie przez Ciebie, dzielnego eksploratora minionych wojaży. Może jeszcze jest czas, żeby jakoś odkręcić to miłosne wyznanie wysłane do promotora?

Niezłym pomysłem jest także zastosowanie terapii szokowej, która poprzez podniesienie ciśnienia doda energii i odsunie umysł od skupiania się na sprawach tak banalnych, jak brak chęci do życia. W tym celu możemy ogarnąć przedstawione już wyżej materiały z dnia poprzedniego lub wykorzystać dobrze nam znane, kultowe wqrwiacze.

Melanż, który odchorowujesz obył się bez uwiecznionych na rozmaitych nośnikach ekscesów? Nic straconego! Największy szok dopiero przed Tobą.

Lustro nie wystarczy? Jeśli jesteś prawdziwym twardzielem i miłośnikiem mocnych wrażeń, zajrzyj do portfela lub na swoje konto bankowe. Od razu ma się ochotę biec do pracy!

Na szczęście rzeczywistość na kacu nie musi wyłącznie przerażać. Są takie widoki, dla których niemal warto dać się od czasu do czasu trochę sponiewierać.

Singlom z kolei poleca się koty. Można patrzeć, głaskać, słuchać mruczenia i dać się podrapać oraz zostać zmuszonym do podania karmy, której i tak potem nie ruszą. Inne małe kudłate pierdoły też wchodzą w grę.

Przechodzimy do meritum, czyli odpalenia telewizora lub komputera. Czasem kac pozostaje w fazie na tyle silnej, by poszkodowany nie był zdolny do wyboru konkretnego kanału. W takim wypadku poleca się oglądanie polskich kabaretów lub kultowego "Cokolwiek". Internetowym odpowiednikiem jest tu bezrefleksyjne przeglądanie setek dziwnych filmików i kamerek na YouTubie. Można tak w nieskończoność. Naprawdę.

  • Filmowy manifest skacowanych

    Jeśli w zasięgu Twoich zdolności kognitywno-motorycznych jest już obsługa pilota i klawiatury, zdecydowana większość ekspertów sugeruje dowolną część Kac Vegas.

    Psychologowie wskazują tutaj na zbawienne działanie mechanizmu identyfikacji z pozytywnie odbieranymi przez większość społeczeństwa bohaterami utworu. Oni są skacowani, ale było warto, bo przeżyli epicki melanż i w ogóle są zajebiści. Ty też jesteś skacowany. No to cała reszta też musi pasować, nie?

  • Hity podlane Tigerem

    Nawet samo słowo "kac" sprawia, że głowa znowu zaczyna ćmić? Zaserwuj sobie dawkę dobrze znanych, kasowych produkcji, które widziałeś już tysiąc razy i nie musisz się skupiać na fabule. Dopraw je za to Tigerem!

  • Tiger feat. Czubówna

    Szczególne właściwości łagodzące objawy kaca wykazały w badaniach filmy przyrodnicze traktujące o życiu tygrysów. Prawdziwe combo - kojący głos lektora, Tiger na ekranie, Tiger w łapie i falujące morza traw jako tło całej historii. W zasadzie można było zostać wczoraj w domu i od razu zapuścić taki hicior. Ale może kiedyś uda Ci się zabłysnąć w towarzystwie wiedzą, jak rozpoznać płeć tygrysa bez zaglądania pod ogon? No, gdzie się gapisz, skup się na terapii!

  • Sezon na sezon

    Jeden film to średnio dwie godziny wyjęte z kacowego życia. Za mało. Można włączyć kolejny, można też wcześniej wykazać się matematycznym geniuszem w czytaniu zegara i zapuścić serial. Seriale mają to do siebie, że nawet jak są słabe, to po kilku odcinkach się wciągasz i oglądasz. A jeśli są dobre... Kac przestaje mieć znaczenie. Życie przestaje mieć znaczenie. Ważne jest pochłonięcie kolejnego sezonu. Bo oglądanie seriali po jednym odcinku jest dobre dla dzieci!

    Straciłeś pół życia na serial, dwie godziny na Czubównę i nieco ożywił Cię wgląd w pomelanżowe finanse? Wygląda na to, że kac wchodzi w ostatnią fazę. Idealną na podjęcie próby zabicia czasu w nieco bardziej interaktywny sposób.

Już samo przetrwanie kaca jest swego rodzaju grą. Taką, w której masz tylko jedno życie, nie możesz wczytywać, obniżyć poziomu trudności ani wcisnąć pauzy. Chyba, że rozpędzisz się i przywalisz głową w ścianę. Generalnie 2/10 - nie polecam.

Wróćmy do właściwych gier. Cierpiący na kaca znowu staje przed wyborem - posadzić tyłek przed komputerem, czy przed kawałkiem kartonu z krzywo odlanymi plastikowymi figurkami, które można po owym kartonie przesuwać i cieszyć się z tego jak debil?

  • Na siedząco

    Ta druga opcja tylko wydaje się bardziej głupawa. Zwykle wymaga też udziału więcej niż jednej osoby. Optymalnie towarzysz kacowego gamingu powinien być w lepszym stanie niż jednostka pozostająca na kacu - ktoś musi w końcu zrozumieć zasady gry, w którą zamierzacie rżnąć, nawet jeśli to tylko marynarzyk. A jeśli oboje jesteście porobieni, to przynajmniej możecie popatrzeć czasem na swoje twarze i uśmiechać się z politowaniem...

    ... albo zrobić razem coś naprawdę dziwnego:

  • Na ruszająco

    Wyczerpany imprezowaniem organizm potrzebuje ruchu! Zagraj na kacu w rzutki, bierki albo twistera. O ile nie przeszkadza Ci, że nie jesteś w stanie ruszyć nawet tej bierki, która leży zupełnie z boku lub postawić nogi na czerwonym już w pierwszej turze... O rzutkach to już nic nie powiem. Nie pokłuj się tylko.

  • Na myśląco

    Skacowany mózg także domaga się uwagi. Daj mu się wykazać, pokaż, że wracasz do formy! Dawaj w szachy. Jakiegoś konia zwalisz, może nawet pod koniec zorientujesz się, że tak naprawdę to graliście w warcaby. W Scrabble prawdopodobnie uda Ci się ułożyć dwusylabowy wyraz już w 10 turze. Warto, nawet jeśli w pewnym momencie zwątpisz w trzycyfrową wartość swojego IQ. Wkrótce wszystko wróci do normy.

  • Na leżąco, hehe

    Są też gry wymagające nieco większego wysiłku fizycznego. Na przykład gra wstępna, zwana na Śląsku Macankami. Jeśli tylko masz taką możliwość, zagraj zarówno w macanki, jak i sequel. Poprawienie samopoczucia, pobudzenie i przyspieszenie metabolizmu gwarantowane. Nauka nie kłamie, instynkty również!

Brakuje Ci partnera do klasycznych analogowych, bezekranowych, starych dobrych gier? Farciarzu! Możesz beż żadnych wyrzutów sumienia siadać przy kompie lub konsoli. W końcu. I to nie jest tak, że Ty nie masz życia. W końcu na kacu i tak byś go nie miał, więc czemu by nie pogierczyć godzinę albo ze dwa dni?

  • Level easy

    Nawet jeśli na co dzień nie jesteś gamingowym demonem - są pozycje, które każdy zna, szanuje i naparza w pracy jak dziki, kiedy szef nie patrzy. Taki pasjans na przykład. Patrzysz. Klikasz. Klikasz. Przesuwasz. Rozkminiasz. I nieważne, że wychodzi w jednym rozdaniu na dwadzieścia. To wciąga, zwłaszcza przy zamule. Prawie tak, jak stawianie klocka, czyli Minecraft. Tu możesz robić, co chcesz. O ile chcesz sześcian.

  • Level hard

    Z bardziej zaawansowanych gier wyjątkowo dobrze na kaca oddziałują typowe nawalanki oraz Simsy. Nic tak nie poprawia nastroju, jak możliwość zemszczenia się za swoje podłe samopoczucie na kimś innym. Zabierz niewinnym ludkom w basenie drabinkę. Wydaj ostatnie pieniądze głodnej rodziny na postawienie w ogródku 67 plastikowych flamingów. Obij jakiegoś rozpikselowanego słabiaka bez koszulki. Lepiej? Wiadomo. Jesteś zwycięzcą, piona!

  • Level retro

    W przypadku gier, podobnie, jak w muzyce, również wykazany został nietypowy związek pykania na retro maszynach ze zdolnością do szybkiego uwalniania się od symptomów towarzyszących kacowi. Wygląda na to, że klasyczne rozwiązania pozostają po prostu najlepsze. Wyciągnij z piwnicy starego Pegasusa, przedmuchaj GameBoy'a i poczuj się znowu jak dzieciak. Dzieci nie mają kaca. Czyżby to o to właśnie chodziło?